Rozmawiam z Joanną Aleksandrowicz, aktorką i wokalistką, która gościła w Gołdapi podczas niedawnego „Kierunku Gołdap” z programem „Od nocy do nocy”.

 

 

Kiedy obejrzałem rozmaite materiały związane z Pani działalnością artystyczną to przyznaję, że na początku się trochę pogubiłem. Bo i film, i teatr, i projekt „Od Nocy do Nocy”, i warsztaty artystyczne dla dzieci. Okazuje się jednak, że to wszystko jest klarowne i jest w tym konsekwencja. Dlaczego o tym mówię…Podobno nie od razu zdecydowała się pani na studiowanie w Gdyni.

– Tak. Ukończyłam najpierw liceum o profilu teatralno-filmowym w Łodzi i po ukończeniu tej szkoły wybierałam się na wydział teatralny, ale chciałam to rozbudować też o drogę wokalną. Finalnie uzyskałam tytuł aktorki scen muzycznych. Oprócz koncertów „Od Nocy Do Nocy” gram też w teatrze dramatycznym – w Teatrze Polskim we Wrocławiu w spektaklu reżyserii mistrza Jana Szurmieja –„Xięgi Schulza”. Jest też film i współpraca z Wojtkiem Smarzowskim…

 

Ma Pani „duszę z minionej epoki” – to są Pani słowa. Gdybyśmy tę myśl rozwinęli…

– Zdecydowanie… Koncert, który śpiewam wiele o tym mówi. Role, które przyszło mi zagrać w teatrze czy w filmie również, ponieważ reżyserzy obsadzają mnie w rolach osób cechujących się mniej popularnym spojrzeniem na świat…

Wszystkie te elementy mają coś z minionej epoki. Dodatkowo mój styl ubierania, czy mój sposób bycia to podkreśla.

 

Czy Pani jest buntowniczką?

– Czy jestem buntowniczką… Nie. Jestem indywidualistką. Dążę za swoimi marzeniami, za swoimi celami. Robię to co dyktuje mi serce.

 

Repertuar koncertów pani układa osobiście?

– Tak.

 

Zatem kolejne pytanie będzie typowe, ale ważne… Jacy twórcy najbardziej odpowiadają Pani zmysłom? Kto jest dla Pani wzorem, kogo Pani mocno przeżywa? Mam na uwadze zarówno kompozytorów, jak i wykonawców…

– W moim koncercie można usłyszeć utwory niby bardzo zróżnicowane, ale one wszystkie mają dla mnie spójność. Przy wyborze repertuaru nie decydowałam się na konkretnego, autora, kompozytora, dlatego nie chciałbym tu kogoś specjalnie wyróżniać. Po prostu mnie poruszają konkretne i prawdziwe teksty, konkretne emocje…

 

Rozumiem. Kiedy wsłuchiwałem się w jeden z wykonywanych przez Panią utworów to wyczułem lekki klimat jazzowy. Raczej jazzowy niuans…

– Ja nie śpiewam jazzu, ale muzycznie jest to repertuar lekko jazzujący. Wszystko co dzieje się w tym koncercie jest przeze mnie skrupulatnie przemyślanie, taki rodzaj wypowiedzi na scenie mi odpowiada. Tak jak pan to określił – z jazzowym niuansem.

 

Bo muzycy też tak grają…

– Właśnie, przede wszystkim muzycy, którzy dopełniają tej całości.

 

W pani repertuarze są tanga Piazzoli. Nie słyszałem ich jeszcze w Pani wykonaniu. Zastanawiam się jak wokalnie one są prezentowane…

– Do tang Astora Piazzoli na potrzeby jednego ze spektakli Teatru Muzycznego w Gdyni zostały napisane słowa. Ja śpiewam je po polsku…

Wykonuje Pani własne interpretacje znanych muzycznych standardów, w tym znanych utworów musicalowych… Czy zdarzyło się pani interpretować znany utwór musicalowy na zasadzie przekory? Ot, że popularna do tej pory interpretacja jest nadużywana…

– Tak… Publiczność po koncercie mówi, że znane przez nich utwory są przeze mnie zupełnie inaczej interpretowane w porównaniu z wcześniejszymi wersjami, na przykład oryginalnymi. Okrywam te teksty nową barwą – każdy z utworów jest przeze mnie przeżyty i zinterpretowany na mój sposób. Mam w tych utworach, a głównie tekstach, do opowiedzenia swoje historie, które są we mnie, mimo tego, że nie są to autorskie kompozycje. Ta muzyka i teksty są dla mnie, ale nie tylko jak okazuje się na koncertach – nadal aktualne.

Ja te aktualności widzę, ja tych aktualności poszukuję. I dlatego wykonuję takie ponadczasowe utwory.

 

I teraz tak… Podobno artyście nie powinno się zadawać pytania – „co chciał przez to powiedzieć”. Mimo to zapytam – co oznacza tytuł „Od nocy do nocy”?

– Powiedziałam to głośno dosyć niedawno na swoich social mediach, wydawało mi się to ważne, ponieważ sporo osób zadaje mi to pytanieJ… Mam wrażenie, że noc to jest taki czas, kiedy u niektórych z nas uruchamia się takie twórcze myślenie i ja niewątpliwie tak mam. Noc to jest dla mnie czas, kiedy mogę pomyśleć, kiedy rodzą się we mnie bardziej kreatywne rzeczy. I to jest właśnie jeden z powodów, dla których ten koncert nazywa się „Od nocy do nocy”.

Latem, kiedy wracam z trasy koncertowej o drugiej w nocy, kiedy wszyscy jeszcze śpią, a tylko pies moich rodziców, moja kochana Benia czuwa i kiedy odbędę z nią już rytuał głaskania – kładę się na rozłożystej huśtawce. Jest cisza. Patrzę w niebo i mam wtedy czas na przemyślenia – o tym co się wydarzyło, jakie były ostatnie spotkania z moją publicznością, o tym jak mogę dalej pokierować swoim życiem, o czym mogę zamarzyć. I to w nocy rodzą mi się te najlepsze pomysły, zapisuję je, a w dzień, kiedy się budzę, jest czas na ich realizację…

 

No właśnie. Jest Pani bardzo młodą osobą, ale gdybyśmy policzyli pani występy to jest ich bardzo dużo… Rozumiem, że sztuka może być formą oddechu. Ale co Pani robi, kiedy chce odpocząć od sztuki, bo od sztuki też czasem trzeba odpocząć?

– Zdecydowanie ten balans jest potrzebny i muszę powiedzieć, że dopiero niedawno nauczyłam się go osiągać. Są to lata pracy nad sobą i nad naszymi priorytetami, aby umieć je umiejętnie podzielić. Kiedy odpoczywam od sztuki spędzam czas na przykład ze zwierzętami. Zwierzęta mnie koją i uwielbiam te spotkania.

 

Koty też?

– Koty też. Chociaż nie ukrywam, że takim najfantastyczniejszym spotkaniem było dla mnie pływanie z delfinami. To poruszające spotkanie, którego nigdy nie zapomnę… Ale generalnie kocham wszystkie zwierzęta i często wieczorami oglądam je w różnych filmach z moimi najbliższymi.  Lubię też gotować i podróżować. Staram się to robić w każdej wolnej chwili.

 

Teraz ten wątek filmowy… Jak Pani się czuje w filmie i jak Pani się współpracowało, czy też współpracuje z Wojciechem Smarzowskim?

– Może zabrzmi to górnolotnie, ale ja kocham swój zawód. Uwielbiam te spotkania z ludźmi zarówno w tej sferze koncertowej, jak i filmowej. „Wesele” to było moje drugie spotkanie z Wojtkiem Smarzowskim. Pierwsze było przy filmie „Kler”. O takiej pracy może marzyć każdy aktor.

To są niezwykłe spotkania. Prawdziwe. Ja mówię, że na planie u Wojtka czuć, że tam się tworzy historia polskiego kina. Podczas realizacji filmu jesteśmy filmową rodziną. Każde to spotkanie jest dla mnie wyjątkowe i dużo serca wkładam w role, które przychodzi mi grać.

Bardzo się w to angażuję, bo na tym polega mój zawód. Czuję taką powinność względem ludzi. Ponadto ktoś kto przychodzi na mój koncert lub idzie do kina nie zawsze zdaje sobie sprawę, że to jest praca ogromnej ilości osób. Nie zawsze jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak długie są przygotowania filmowe i jak wielki jest trud, który reżyser i cała produkcja wkłada w przedsięwzięcie. Dlatego we wszystkie projekty, w których biorę udział angażuję się na sto procent.

 

I już tak prawie na koniec. Projekt „Od nocy do nicy” się rozwija. Czy ma Pani jakieś plany związane z kolejnymi, podobnymi przedsięwzięciami?

– Tak, oczywiście. Projekt „Od nocy do nocy” zagraliśmy na niespełna dwustu scenach w Polsce. Cieszy się on również zainteresowaniem za granicą, m.in. na Litwie zagraliśmy już trzy koncerty, ostatni w listopadzie 2021, gdzie uświetniliśmy Finał Dni Kultury Polskiej w Wilnie i kolejne wyjazdy zagraniczne są w planie. Na rok 2022 planujemy około 60 wydarzeń w miejscach historycznych tj. Zamki, Pałace, ale też w miejscach pięknych, nieodkrytych, na plażach i w ogrodach.  Już w maju tego roku będzie można usłyszeć dwa utwory, które zapowiadają nową, autorską płytę, która jest w trakcie przygotowań. W Gołdapi zaprezentuję jeden z tych utworów. Będzie to realizowane w innym składzie muzycznym i jest to projekt, który tak naprawdę rodzi się od trzech lat. Początki były trudne, ale teraz mam poczucie, że trafiłam na odpowiedni tor. Jest to dla mnie prawdziwe i trwają intensywne przygotowania.

 

W Gołdapi jest Pani po raz pierwszy?

– Tak, ale byłam już w pobliżu, dwukrotnie graliśmy koncert w Augustowie, i na zamku w Rynie. W roku 22 będą też koncerty w miejscowościach mniejszych na tym terenie, ale pięknych i nieodkrytych pod względem krajobrazów – Szypliszki, Giby, Świętajno. Będą to koncerty na łonie natury, z pochodniami, z ogniskami, girlandami. Plenerowa i bardzo klimatyczna odsłona „Od nocy do nocy”.

I mogła Pani śnieg zobaczyć…

– Tak, w centrum Polski rzeczywiście niewiele go było w tym roku.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Comments are closed.

Post Navigation